Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   71   —

Jakgdyby tam gdziem tylko krótkie chwile chodził
Śród myślących posągów i murów, co marzą,
I drzew, co są przeszłości zadumaną strażą —
Mój duch, kipiący ogniem — kiedyś się narodził,
Jakbym nie przyszedł na świat w smutnem mieście innem,
Lecz Paryż mojej duszy był miastem rodzinnemu...

I jakbym już nie kochał rodzimej zgnilizny,
Zatęskniłem boleśnie — do tamtej ojczyzny!.
................
Żyć tam nie mogłem!... Dziwnie związała mnie męka
Z innym brukiem, gdzie życie tylu ludzi nęka.
Ażebym ich zagrzewał, wzmacniał i podnosił
Abym im prawdę serca cierpiącego głosił...
A czym uczuł, że słońce moje się już zniża
Na zachód — iż już rwę się umrzeć — do Paryża?!...