Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   69   —

Dopiero w tym świetle staje się zrozumiałym, czemu warszawiacy lubią chodzić tam, gdzie właściwie nic niema nadzwyczajnego, albo gdzieindziej, skoro tylko tam wszyscy chodzą Albowiem im więcej jest osób w danym miejscu, tym większą jest pewność każdej pojedynczej osoby, że jej dążenie do danego miejsca było etycznie słuszne. Biednemu warszawiakowi jest nudno wieczorem. Co ma począć ze sobą? On nie szuka przyjemności On zapełnia czas, kontrolując swoją ocenę etyczną. Idzie do Udziałowej i patrzy, czy inni podobni mu ludzie przychodzą tam także. Im więcej ich przychodzi, tym jest spokojniejszy, że trafił dobrze. Wprawdzie im większy tłok, tym jest duszniej, tym gwarniej, tym trudniej oddychać i rozmawiać. Ale co to znaczy wobec wzrostu pewności, że miejsce wybrało się dobrze, że tu właśnie przyjść należało, bo tu już jest tak wielu i wciąż więcej osób nadchodzi. Za cenę takiej bezinteresownej rozkoszy warto się dusić!
Jeżeli kiedyś do Udziałowej zwali się pół miljona osób i ludzie będą siedzieli sobie na głowach, pewność warszawiaka, że dobrze trafił, dosięgnie prawie stopnia absolutności — i rozkosz jego będzie bezgraniczna! Będzie on tam, gdzie są wszyscy...