Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pożegnanie
przyjaciół = abonentów
„Wolnego Słowa”.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jak błyskawica oślepiła mnie wieść o skonfiskowaniu Nr. 176 (wyborczego) „Wolnego Słowa“.
Dotąd nie mogę przejrzeć, jakie upatrzono w nim przestępstwo.
A już nastąpił grom...
Wieść o zawieszeniu „Wolnego Słowa“ na drzewie cenzury aż do wyroku sądowego.
Czy „Wolne Słowo“ zsinieje śmiercią na zawsze, czy jeszcze wskrześnie kiedykolwiek — nikt tego nie wie...
Do gromu pretensji nie mam. Kwestja materjalnej i moralnej ruiny dla jednostki wobec „wyższych względów“ musi być dlań obojętną.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tymczasem czynię, co mi jeszcze prawo zezwala, a obowiązek każe.
Przygotowany materjał wypuszczam w for-