Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lepiej niż przedtem i znowu odzywał się szmer podziwu dokoła niego. Kiedy jednak wreszcie zaczął śpiewać dzieje istot pięknych a bezbronnych — żałosną zgubę kobiet i dzieci — i śmiertelny skok Nü-No-Ama z cesarskiem dziecięciem w ramionach, wszyscy słuchacze wydali długi, długi, wstrząsający okrzyk zgrozy; a potem zaczęli płakać i biadać tak głośno i żałośnie, że niewidomy aż się zląkł bólu, jaki słuchaczom swym sprawił. To biadanie i powszechne łkanie trwało dłuższy czas. Stopniowo jednak odgłosy żalu umilkły i znowu w wielkiej ciszy, która po nich nastąpiła, Hoiczi usłyszał głos kobiety, którą uważał za Rodżo.
Mówiła:
— Aczkolwiek zapewniano nas, że po mistrzowsku gracie na lutni, a nie macie równego sobie w deklamacji, nie znamy nikogo, ktoby mógł wykazać się taką sztuką, jak wy dzisiejszego wieczoru. Panu naszemu spodobaliście się do tego stopnia, iż oświadczył, że zamierza was odpowiednio wynagrodzić. Żąda jednak, abyście zabawiali go przez następnych sześć nocy — poczem, prawdopodobnie, raczy udać się w powrotną podróż. Zatem jutro wieczór macie przyjść o tej samej porze. Pośle się po was dworzanina, który was dziś tu przyprowadził. Ale muszę wam powiedzieć jeszcze jedno: wymagane jest, abyście, przez cały czas pobytu Jego Dostojności w Akamagaseki, nikomu o swych wizytach nie wspominali. Ponieważ jego dostojność podróżuje pod przybranem nazwiskiem, rozkazuje aby o nim nie wspominano. A teraz możecie wrócić do swej świątyni.

Kiedy Hoiczi wyraził w należyty sposób swe podziękowanie, ręka kobieca zawiodła go do wrót domu, gdzie ten sam dworzanin, który go tu przywiódł, czekał, aby go odprowadzić zpowrotem. Odprowa-