Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obfitą ucztę dla nich, której jednak odmówić byłoby nadzwyczaj niebezpiecznie. Wszystkich tych nieproszonych gości musi się obsługiwać póki oni nie będą w stanie już ani jeść, ani pić, Zmuszenie ziemianina do wydania takiej uczty jest nietylko publiczną naganą, ale także trwałem publicznem napiętnowaniem.
I otóż na stare lata ten O-Kazaki postanowił pozwolić sobie na zbytek, jakim jest młoda i ładna kobieta.
Jednakże, mimo swego bogactwa, nie mógł jakoś zaspokoić swego pragnienia tak łatwo, jak to sobie wyobrażał. Niektóre rodziny osadzały jego zapędy na miejscu, dyktując mu niemożliwe do przyjęcia warunki. Wójt odpowiedział — mniej grzecznie — że wydałby swą córkę raczej za oni (djabła), niż za niego. I handlarz ryżem musiałby szukać żony chyba w innym dystrykcie, gdyby, po tych wszystkich niepowodzeniach, nie zauważył przypadkiem O-Joszi. Dziewczyna bardzo mu przypadła do gustu, a sądząc, że rodzina jej jest uboga, był pewny, że, za cenę jakichś ustępstw, dostanie ją bez trudu. Wobec tego starał się rozpocząć za pośrednictwem nakodo pertraktacje z rodziną Mijahara.
Macocha O-Joszi, aczkolwiek wieśniaczka i kobieta, nie posiadająca żadnego wykształcenia, bynajmniej nie była głupia. Wprawdzie nigdy nie kochała swojej pasierbicy, była jednak zbyt rozumna, aby się nad nią pastwić bez przyczyny. Co więcej, O-Joszi w niczem jej nie przeszkadzała. Była robotnicą wytrwałą, posłuszną, łagodną i bardzo pożyteczną w domu. Jednakże ta sama trzeźwa przebiegłość, która uznawała zasługi O-Joszi, oceniała też należycie wartość dziewczęcia na rynku małżeńskim. O-Kazaki nigdyby nie przypuścił, że ma tu do czynienia z kimś znacznie od siebie chytrzejszym. O-Tama znała większą część jego historji. Miała do-