Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Antoś Pay mówi, że zawsze jesteś zła, ale on pszecież zasługuje na twój gniew. Kocham Cię w każdej sukni, w każdej jesteś zarówno godną uwielbienia. Najukochańsza moja nauczycielko, dobranoc. Słońce już zaszło i gwiazdy zabłysły.... gwiazdy, równie jasne i piękne jak Twoje oczy. Całuję Twe ręce, najsłodsza moja. Niech Bóg ma Cię w swej opiece i strzeże od wszelkiego złego.

Przywiązana uczennica
Aneczka Bell.

Ten niezwykły list zdziwił mnie niemało. Wiedziałam przecież, iż Aneczka nie potrafiłaby nic podobnego napisać. Wychodząc ze szkoły, zabrałam ją na przechadzkę i łagodnie wypytywałam o historję listu. Aneczka rozpłakała się i wyznała szczerze, że nigdy w życiu listu nie pisała i nie potrafiłaby napisać. Ale w górnej szufladzie biurka matki znalazła paczkę listów, pisanych do niej kiedyś przez dawnego konkurenta.
— To nie był ojciec — szlochała Aneczka, — ten pan kształcił się na pastora, więc umiał pisać piękne listy. Ale mamusia nie chciała wyjść za niego zamąż, bo zanudzał ją ciągle długiemi mowami. Mnie te listy wydały się śliczne i przepisałam jeden, żeby posłać pani. Napisałam „nauczycielko“ na miejsce „pani“ i zmieniłam kilka wyrazów, naprzykład „suknia“ zamiast „nastrój“. Nie wiem, co to jest „nastrój“, zapewne to coś z ubrania. Nie rozumiem, jak pani poznała, że to nie mój własny list. Pani jest bardzo mądra.
Powiedziałam Aneczce, że to brzydko przepisywać cudze listy i podawać je jako swoje własne. Obawiam się jednak, iż żałowała jedynie tego, że jej sprawka została wykryta.
— Przecież ja kocham panią — szlochała — to wszystko była prawda, chociaż pastor pierwszy tak napisał. Kocham