Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pięknych zasad i trzepniesz rózgą na prawo i na lewo. Jesteś za młoda na nauczycielkę... o wiele za młoda i za dziecinna.
Tego wieczoru Ania poszła do łóżka bardzo przygnębiona. Spała marnie a nazajutrz przy śniadaniu była tak smutna i przybita, że zaniepokojona Maryla zmusiła ją do wypicia filiżanki kwiatu pomarańczowego. Ania łykała go cierpliwie, bez przekonania o jego skuteczności. Gdybyż to był jaki czarodziejski napój, mocen dodać jej lat i doświadczenia! Bez mrugnięcia wychyliłaby go całą kwartę!
— Marylo, a jeśli mi się nie powiedzie?
— Nawet jeśli ci się nie powiedzie pierwszego dnia, nie trać odwagi — uspokajała Maryla. — Całe zło w tem, Aniu, że pragniesz nauczyć dzieci wszystkiego i wykorzenić ich wszystkie wady odrazu. Jest to, oczywiście, niemożliwe, lecz w twojem pojęciu będzie dowodem nieudolności.


ROZDZIAŁ V
Świeżo upieczona nauczycielka

Gdy tego ranka Ania przybyła do szkoły — po raz pierwszy w życiu minęła Ścieżkę Brzóz głucha i ślepa na jej uroki — zastała ciszę i spokój. Poprzednia nauczycielka wymagała, aby dzieci zasiadały w ławkach przed jej nadejściem, to też gdy Ania weszła do klasy, znalazła się przed szeregami odświętnie przybranej dziatwy o wiośnianych twarzyczkach i błyszczących badawczych oczach. Odłożyła kapelusz i objęła wzrokiem swych uczniów; miała nadzieję, że wygląd jej nie zdradza lęku i niepewności, które odczuwała, że może nie zauważą jej drżenia. Poprzedniego wieczora prawie do północy układała mowę. Miała nią przywitać swych wychowańców na pierwszej lekcji. Przerabiała ją i poprawiała starannie, wreszcie nauczyła się jej