Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wej podróży wróciliśmy do domu. Przybyliśmy o dziesiątej wieczór i, daję ci słowo, Aniu, w pół godziny potem Emilja już sprzątała mieszkanie. Myślisz sobie zapewne, że mieszkanie moje wymagało tego — masz bardzo wyrazistą twarz, Aniu; twoje myśli czyta się w niej, jak w otwartej książce. Ale tak źle nie było. Przyznaję, że było w zaniedbaniu za moich kawalerskich czasów, lecz przed ślubem kazałem je wymalować i sprzątnąć. Wierzaj mi, gdybyś wprowadziła Emilję do nowo-zbudowanego pałacu z białego marmuru, wzięłaby się do szorowania go, z chwilą, gdy udałoby się jej przypasać jaki stary fartuch. Owego dnia szorowała do pierwszej w nocy. a o czwartej rano już znowu stanęła do roboty. I tak ciągle... bez najmniejszej przerwy. Szorowanie, zamiatanie — cały tydzień aż do niedzieli; a w niedzielę oczekiwanie poniedziałku, ażeby zacząć na nowo. Bawiło ją to widocznie i przystosowałbym się do tego, gdyby mi tylko dała spokój. Lecz w tem sęk właśnie. Postanowiła sobie przerobić mnie, ale zabrała się do tego zapóźno. Nie wolno mi było wejść do mieszkania, jeśli u progu nie zmieniłem butów na pantofle. Nie wolno mi było palić fajki w pokoju, tylko w sieni. I nie wysławiałem się dość gramatycznie — Emilja była w młodości nauczycielką, więc z łatwością spostrzegała błędy. Raziło ją też, gdy jadłem nożem. Miałem tego gderania po uszy, chociaż, muszę przyznać, że i ja nie byłem bez winy. Nie starałem się poprawić, jak to powinienem był uczynić, ale wpadałem w gniew i odpowiadałem jej szorstko. Któregoś dnia odciąłem jej się, dlaczegoż nie zwróciła uwagi na mój zły styl, gdy się jej oświadczałem? Nie było to taktowne z mojej strony. Kobieta przebaczy mężczyźnie raczej złe traktowanie, niż posądzenie, że chciała go złapać na męża. Odtąd sprzeczaliśmy się często o głupstwa, co nie było arcymile, lecz ostatecznie zżylibyśmy się ze sobą, gdyby nie Imbirek. Imbirek był skałą, o którą rozbił się spokój naszego ogniska domowego. Emilja nie lubiła papug, a bluźnierstwa Imbirka