Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Pierwsze, co musimy uczynić z chwilą rozpoczęcia naszej działalności, to dać wymalować nasz Dom Ludowy — rzekła Diana. Przejeżdżały właśnie koło nędznego budynku w dolinie zalesionej gęsto świerkami. — Cóż za przykry widok! Należy z tem skończyć, zanim jeszcze zajmiemy się sprawą domu pana Boultera. Ojciec twierdzi, że nigdy nie uda nam się namówić tego skąpca do zburzenia jego rudery — nie zechce użyć na to swego czasu.
— Może ustąpi, jeżeli chłopcy, którzy się tem zajmą, przyrzekną po zerwaniu desek porąbać je na opał — odpowiedziała Ania niezrażona. — Musimy dołożyć wszystkich starań, lecz z początku zadowalać się małemi rezultatami. Trudno oczekiwać, że ulepszymy wszystko odrazu; przedewszystkiem musimy zacząć od kształcenia obywatelskich uczuć mieszkańców.
Diana nie zdawała sobie dokładnie sprawy z tego, co właściwie znaczy „kształcenie obywatelskich uczuć“. Ale to brzmiało górnolotnie, więc poczuła się dumną, że należy do stowarzyszenia z tak wzniosłym celem.
— Wczoraj wieczór myślałam również o czemś, co możnaby uczynić, Aniu. Przypominasz sobie owo miejsce, gdzie schodzą się drogi z Białych Piasków, Carmody i Nowych Mostów, całe porośnięte sośniną? Czyż nie lepiej byłoby wyciąć wszystkie krzaki i pozostawić tylko parę brzózek, co się tam zabłąkały?
— Pyszny pomysł — przytaknęła Ania żywo, — a pod brzozami postawić wiejską ławeczkę. Na wiosnę urządzimy tam kwietnik pośrodku i zasadzimy geranjum.
— Tak, ale będziemy musiały skłonić starą Slonową, ażeby przestała paść swą krowę na rozdrożu, bo to żarłoczne stworzenie zrobi sobie ucztę z naszych kwiatów — zaśmiała się Diana. Zaczynam rozumieć, co znaczy „kształcenie uczuć obywatelskich“. A oto dom Boultera; czy widziałaś kie-