Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Więc odpowiedź twoja nie ulegnie nigdy zmianie? Aniu, żebyś potem nie żałowała.
Głos Janki był teraz chłodniejszy, bo chociaż zdawała sobie dokładnie sprawę, że Ania nie zgodzi się nigdy zostać żoną Billy‘ego, to jednak według niej Shirleyówna była przecież tylko przygarniętą sierotą. Jakże więc śmiała odtrącić bogatego potomka rodziny Andrewsów? Janka pocieszała się tylko tem, że Ania kiedyś będzie żałować tego postanowienia.
— Mam nadzieję, że Billy niebardzo się zmartwi moją odmową, — odezwała się Ania pojednawczo po chwili.
Janka odrzuciła dumnie w tył głowę.
— O, serca mu napewno nie złamałaś, bo Billy jest za mądry na to, aby się miał przejmować takiemi błahostkami. Zresztą bardzo polubił Nacię Blewett i matce ona się także bardzo podoba. Wiesz przecież, jaka Nacia jest gospodarna i oszczędna. Mam nadzieję, że Billy zwróci się teraz do Naci. Aniu, bardzo cię proszę nie powtarzaj nikomu tej naszej dzisiejszej rozmowy, dobrze?
— Ależ chętnie, — uśmiechnęła się Ania, bo sama wołała nie rozgłaszać tej dziwnej propozycji i tego, że została na chwilę mimowolną rywalką Naci Blewett.
— A teraz postarajmy się zasnąć, — oświadczyła Janka.
Istotnie Janka po niedługiej chwili usnęła, nie bacząc na to, że swem niemądrem paplaniem wybiła zupełnie ze snu swą przyjaciółkę. Ania leżała z otwartemi oczami, lecz myślami daleko teraz od-