Strona:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

deszczu może człowieka zdenerwować. Aniu, z czego się śmiejesz?
— Z tej twojej historji. Iza powiedziałaby na pewno, że jest zabójcza. Zabójczą historją jest dla niej taka, w której bohaterowie umierają. W naszych dawnych nowelach miałyśmy bajeczne bohaterki. Stroiłyśmy je w jedwabie, aksamity i klejnoty. Przeważnie miały włosy złociste, albo kruczoczarne. Janka Andrews w jednem swem opowiadaniu stworzyła bohaterkę, która sypiała w atłasowym stroju, wyszywanym prawdziwemi perłami.
— Przeczytaj mi któreś z tych opowiadań, — prosiła Stella. — Zaczynam odczuwać wartość życia, bo żyjąc — można się chociaż uśmiać.
— Tu jest jedna z moich nowel. Główna bohaterka wchodzi na salę balową, świecąc od stóp do głowy brylantami. Ale nic nie znaczy uroda i przepyszny strój. To wszystko prowadziło zawsze do grobu, bo większość moich bohaterek albo umierała z tęsknoty, albo też padała z ręki tajemniczego mordercy. Nawet ja nie mogłam znaleźć dla nich ratunku.
— Pozwól mi przeczytać niektóre swoje nowele.
— Oto jedno z moich nielicznych arcydzieł. Tytuł brzmi naprawdę humorystycznie: „Moje mogiły“. Pisząc tę nowelę wylałam chyba z kwartę łez, a inne dziewczęta szlochały, czytając te moje bazgroty. Janka Andrews dostała burę od swojej matki, że właśnie w tym tygodniu wybrudziła tyle chustek do nosa. Osią tego opowiadania jest żona księdza