Strona:Kupiec i Geniusz.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   6   —

— Mówię ci, żeś zabił — odparł Genjusz z gniewem — rzucałeś pestki z daktyli wtedy właśnie, gdy syn mój przechodził. Jedna z nich trafiła w oko i położyła go trupem!..
Ach! panie! przebaczenia! łaski! — zawołał biedny kupiec.
— Żadnej łaski, żadnego przebaczenia! — wykrzyknął Genjusz. Zabiłeś, więc i sam zabitym być powinieneś. — Ależ ja nie chciałem go zabić, — bronił się nieszczęśliwy, nie zabijaj mnie, daruj mi życie!..
— Nie, nie! — krzyczał starzec — zabiłeś mi syna, ja ciebie zgładzę ze świata! — I pochwyciwszy go rzucił nim o ziemię i zamierzył się szablą...
— Ach, zatrzymaj się panie! — zawołał kupiec — jedno słówko daj mi powiedzieć... Ach, pozwól mi wrócić do domu na jeden rok tylko, aby pokończyć interesy, zapewnić żonie i dzieciom byt do-