Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oni są bowiem tylko nie-bogaci,
którzy bez woli żyją i bez świata;
trwóg ostatecznych noszący stygmata,
krzywi i nadzy jak dąb, co liść traci.
Do nich się garną wszelkie miejskie męty
i wszystkie pyły, ścieki do nich płyną.
Jak zakażony barłóg są przeklęty,
skorupy marne, szkielet precz ciśnięty
i jak kalendarz, którego rok minął, —
a jednak: gdyby ziemia biedę miała,
to na różaniec-by ich nanizała
i tak nosiła jak talizman święty.

Są bowiem czystsi od czystych kamieni,
jak ślepe szczenię, co jeszcze się boi,
pełni prostoty, nieskończenie Twoi,
nic im nie trzeba, tylko są spragnieni
jednego: by im wolno było — chcą —

być ubogimi, jak naprawdę są.