Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZMÓWIĆ CZEGO NIE WIEMY

Nie mogę ruszyć się z domu. Moje plecy są czwartą ścianą, moja noga zastępuje drzwi. Kiedy odejdę, dom runie. Jeżeli wstanę i pójdę do ciebie, nie będę miała domu.

Nasłuchuję, wypatruję oczy. Wypada na jeszcze. Światy, światy tego, a tu same streszczenia. „Jeszcze” w luzie ugania. Ze spodziewania w zapomnienie, skurczona na ziemi czy łóżku we wnuczkę prababkę i głębiej. Tymczasem. Na potem.

O potem, potem! Będziesz światłem, głosem, wieżą.