Strona:Korczak-Bobo.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tem zupę kwaśną, słoną, paskudną. Odwraca głowę, pluje, krzywi się, ręką odpycha.
Bobo dawno już przestało wierzyć w nieomylność dobrych duchów i konieczność ulegania im, przeciwnie, coraz podejrzliwiej się przygląda, zawsze czujne, zawsze gotowe do protestu, zaklęciem krzyku stara się kierować ich czynami.
Dobre duchy mają też swoje dziwactwa, należy bacznie obserwować każdy ich czyn, należy je wychowywać, by stały się zupełnie uległe bobowej woli.
Bobo ufało kiedyś dobrym cieniom i wiele razy z wyrzutem bolesnym spojrzało na matkę, zanim nabrało przeświadczenia, że jej ufać bezwzględnie nie należy.
Jedyne duchy nieomylne, to ręce bobowe. Bobo dziś już rzadko, wyjątkowo tylko, nos sobie ręką zadrapie, i to wówczas, gdy w gniewie na chwilę równowagę umysłu utraci.
Bobo teraz żąda: każdy przedmiot musi obejrzeć rękami i ssaniem.
Rodzice mówią, że bobo się bawi.
Mały człowiek dziki zbyt poważną rozpoczął pracę, zbyt mało ma czasu, by trwonić go na zabawy, zbyt wiele otacza niebezpiecznych tajemnic, by lekkomyślnie igrać z niemi.
Kiedy leży w kołysce, pozornie bezczyn-