Strona:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Niech kto wpierw sprobuje. Oto wy jedziecie naprzykład, wy sprobujecie. Kiedy odjeżdżacie, Icku?
— W tych dniach.
— To szkoda jest.
— Dla czego ma być szkoda?
— Miałem dla was dobry, bardzo dobry interes.
— Weźcie go sami.
— Nie mam tyle pieniędzy, trzeba mi wspólnika. Myślałem o was, nie chcąc takiego geszeftu z familii wypuścić.
— Cóż to za interes?
— Na co mam gadać, przecież za morzem nie możecie być moim wspólnikiem.
— Dla czego nie mogę?
— Z dalekiego świata nikt interesu nie może prowadzić, a chcąc z bliższego prowadzić, to trzeba blizko być. Ja się bardzo dziwię, że wam, Icku, taką prostą rzecz trzeba tłómaczyć.
— Wy się bardzo mylicie, Mojsie; wasze słowo tymczasem jest tylko puste słowo, o interesie ja jeszcze nic nie słyszałem.
— Na co?
— Jakto na co? Niechbym wiedział, czy mój świat od niego blizki, czy daleki?
— Ej, ej!
— Ja chcę słyszeć.
— Chcecie słyszeć? słuchajcie. Wy znacie dobrze Wywłokę?
— Dla czego nie mam znać?
— Tam jest ładny kawałek młyna.