Strona:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Jednak całe sześćset rubli, a miałam też w skarbonce groszakami, uzbieranych dla dzieci, kilkadziesiąt, było trochę świecideł... broszka, kolczyki, dwa zegarki, dość, że policzywszy jedno z drugiem, miałam z górą dziewięćset rubli funduszu.
— I to na całe życie?
— A naturalnie; nie trzeba grzeszyć, panie, i narzekać, kiedy nie ma czego. Nie obrażać Boga, ale dziękować Mu raczej za to co dał...
— Prawda, jednak trudno chyba pani było utrzywać się z procentu od takiej sumy. Gdzieżby to mogło wystarczyć na utrzymanie rodziny?
— Widzi pan, miałam ja zawsze swoje spekulacye.
— Wspominał mi o tem pan Ludwik.
— A, nasz malarz. Tak, on wie, bo jest u nas prawie domowym.
— Jednak, jeżeli moje niedyskretne pytanie...
— A, proszę. Nie mam żadnych sekretów przed nikim, a tembardziej przed synem najlepszej mojej przyjaciółki. Zapewne pan dziwi się, jakie spekulacye może mieć kobieta swego chowu, nieuczona... Zwyczajne babskie spekulacye groszowe, ale spekulacye. Zaraz po tem, jak się to nieszczęście z moim mężem stało i trzeba się było ze wsi wyprowadzić, zaczęli mi ludzie doradzać, jak mam się urządzić, ale ja szłam za swojem zdaniem, wprost przeciwnie temu co mówiono. Radzono: osiądź pani w Rawie, albo w Skierniewicach, albo w Łowiczu, gdzie życie tańsze — ja osiadłam w Warszawie. Namawiano mnie, żebym kupiła sklepik; po co? nie znam się na tem, straciłabym co posiadam. Mówio-