Strona:Klemens Junosza - W głuszy leśnej.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

świadków do sądu jadący, usadowili się na stopniach wagonu, i wydobywszy chleb z kobiałek, zabrali się do jedzenia, obojętnie i spokojnie.
Jakaś pani łamała ręce z rozpaczy, że na wesele się spóźni, że napróżno poniosła wydatki na świetną suknię i na koszta podróży.
— Oni gotowi ślub z powodu mego nieprzybycia odłożyć!... oni będą niespokojni o mnie... oni... ja sama nie wiem, co oni tam zrobią — mówiła — bo ja jestem ciotka pana młodego i miałam go od ołtarza prowadzić.
Potężnie gruby jegomość, snać prowincjonalista jowialny, zauważył, że ślub bez ciotki jest również ważny jak ślub przy ciotce, i że niema czego rozpaczać. Suknia się przyda na inny raz, bo na świecie nie brak szaleńców, którzy chcą kłaść zdrową głowę pod ewangielję, czyli prościej mówiąc, żenić się.

(D. c. n.)