Strona:Klemens Junosza - Trzy psy.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
IV.
Zupełnie bez psów.

Po co panna Zofja miała wystąpić z balem, po co sprowadziła cztery kuzynki, po co staruszek rządca przywdział odświętny, granatowy surdut i białe wąsy wykręcił po węgiersku?
Po co? Ot serce panny Zofji obudziło się po długim śnie, uderzyło żywszem i przyśpieszonem tętnem, a korona staropanieństwa, otaczająca jej czoło, poczęła się chwiać... chwiać... i zdawało się, iż niedługo ustąpi miejsca zgrabnemu czepeczkowi mężatki.
W świecie kobiecym dzieją się rzeczy niepraktykowane w żadnym innym świecie, dzieją się rzeczy różne wbrew prawom przyrody, wbrew tradycjom i pewnikom od początku świata ustalonym.
Czy znajdzie się mędrzec co potrafi starość odmłodzić? Dotychczas znamy tylko takie wypadki z podań o Twardowskim i Fauście, z podań wylęgniętych w rozkołysanej marzeniem wyobraźni poety...
W świecie realnym, w czarnej prozie rzeczywistości i powszedniego życia, tylko stara panna ową sztukę odmłodzenia się posiada...
Jedna chwila tylko.. jedno Veni creator wyśpiewane przez czerwony nos organisty, a stara panna odrazu, bez żadnych wstępów, przygotowań i sztuk kuglarskich, staje się młodziutką.... mężatką...
Owóż to małżeństwo jest tym potężnym środkiem odmłodnienia...
Panna Zofja była bliską owej cudownej metamorfozy, bo tak pan Jacek Kichalski, jak i pan Dominik Krzykalski złożyli jej wizyty i dali poznać że gorące sentymenta ożywiają ich dusze, że obraz panny Zofji jest dla nich najmilszym obrazem jaki kiedykolwiek w życiu swojem oglądali, że miłość wreszcie stała się treścią ich istnienia...
Czytelniku! gdybym ci powiedział, że miłość jest to boska ambrozja... że jest rajskiem szczęściem... że jest najpocieszniejszą pociechą duszy ludzkiej — to powiedziałbym ci trzy oklepane komunały, które od stworzenia świata śpiewają wszystkie wróble na wszystkich dachach kuli ziemskiej.
Lecz ja ci powiem że prawdziwa miłość jest to... subjekcja w najobszerniejszem znaczeniu tego wyrazu...
Zakochany udaje zawsze takiego jakim nie jest, mówi to o czem nie myśli, chwali śpiew swojej Aldony, chociaż ten mu uszy na ćwierci rozdziera, kupuje bukiety choć kwiatów nie lubi, stara się nastroić według sielankowo­‑poetycznego kamertonu, choć w gruncie serca jest prozaikiem kochającym pieczeń wołową z rożna i dobre węgierskie wytrawne...
Oto jest treść miłości, oto są wszystkie jej subjekcje...
A jednak każdy niemal młody człowiek podejmuje tę krzyżową wyprawę celem wyzwolenia kawalerskiej Jerozolimy... Taka jest już natura ludzka i taką filozofja owej kombinacji, do której wchodzi czasem serce, bardzo rzadko rozsądek, a najczęściej interes.
Syzyfową pracę podjęli panowie Kichalski i Krzykalski występując w roli konkurentów, syzyfową pracę powiadam, gdyż starali się o rękę starej panny. O! ciężkie to zadanie. Młoda panienka zadowoli się zwyczajnem oświadczeniem miłości, podlotkowi spojrzenie i uścisk ręki wystarcza, lecz starej pannie potrzeba bardzo dużo. Podejrzliwa z natury, żąda ona na każdym kroku dowodów przywiązania, jest