Strona:Klemens Junosza - Przerwana korespondencja.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Przerwana korespondencja.
(WSPOMNIENIE.)


Przy końcu maja roku... (gdy mowa o damach, ścisłe daty nie są na miejscu) przyniesiono mi kilka listów. Spojrzałem na nie obojętnie, gdyż po charakterze pisma poznałem stałych moich korespondentów, z których przodkami miewał ongi relacje listowne święty Paweł.
Umiem czytać takie bileciki bez otwierania kopert, znana mi jest bowiem i treść ich i forma w znaki zapytania bogata...
Gdy odrzuciłem je na bok, wypadł z pomiędzy nich jeden w fantazyjnej kopercie, adresowany pismem drobniutkiem, nieznanem.
Otworzyłem go nie bez pewnej obawy, która wszakże, jak się pokazało później, nie była usprawiedliwiona.
List brzmiał tak:

„Łaskawy panie i kuzynie.

Masz czas na pisanie różnych głupstw (wyraz ten pył wprawdzie przekreślony, mogłem go jednak odcyfrować), masz czas na pisanie różnych utworów bióra, a nie możesz zdobyć się na nakreślenie kilku wyrazów do znajomej, przyjaciółki i kuzynki. Nie jesteś nawet łaskaw zapytać, co się z nią dzieje? Czy żyje jeszcze, czy też błądzi już w krainie cieniów.
Czy tak się godzi?
Otóż ja, kobieta, zawstydzam pana i robię pierwszy krok. Piszę, a piszę w tem przeświadczeniu, że pańska obojętność musi mieć przecie granice i że nie będziesz pan tak niedelikatny, żeby na list mój