Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 82 —

 — Posyłam jak zwykle, cztery razy na tydzień.
 — Chyba ośm, albo dziesięć.
 — Kiedy poczta tylko cztery razy przychodzi.
 — Być może, ale od niejakiego czasu...
 — Zmienili rozkład poczt na naszym trakcie? nie słyszałem o tém.
 — Nie, tylko w naszym domu korespondencya zwiększyła się niepomiernie. Piszemy masę listów i liścików.
 — Czy tak?
 — Udajesz, że nie wiesz.
 — Istotnie piérwsze słyszę... Wprawdzie moja korespondencya jest nieco większa niż dawniéj.
 — Wierzę bardzo, ale przecież nie załatwiasz jéj wyłącznie przez pocztę...
 — Tak, czasem koresponduję przez posłańców umyślnych.
 Pani roześmiała się gorzko.
 — A czasem oczami! — rzekła.
 Pan Leon wziął to za objaw dobrego humoru małżonki.
 — Prawda — rzekł śmiejąc się — i to się praktykuje, zwłaszcza, gdy wypadnie siedziéć naprzeciw mojéj, zawsze pięknéj pani.

 Pani Leonowa przeszyła swego małżonka groźném spojrzeniem; on zaś zmieszał się, nie wiedząc o co chodzi, lecz przewidując burzę.