Przejdź do zawartości

Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
— 52 —

w pokoju przyległym do magazynu. Rozmawiali z sobą to o tém, to o owém, nareszcie odezwał się pan Józef.
 — Szczególna rzecz jednak, jakie ta Zosia ma szczęście do ludzi, ta maglarka naprzykład...
 — O! w téj sferze bardzo często znaléźć można serca bardzo dobre.
 — Przecież ty nie należysz do téj sfery, a jednak zainteresowałaś się Zosią także, chciałaś ją zabrać do siebie.
 Po ładnie zarysowanych ustach pani Władysławy przemknął uśmiech przelotny.
 — Ja mój Józiu — rzekła — jestem przedewszystkiém kobieta praktyczna.
 — A cóż ma wspólnego praktyczność z losem Zosi?
 — Hm!... zobaczylibyśmy to późniéj.
 — Nie rozumiem cię, Władziu!
 — Tyleś mi o téj Zosi naopowiadał, że przyszłam bardzo łatwo do wniosku, że jesteś nią zajęty...
 — Ja!?
 — Ty, mój bracie.
 — Co mówisz?
 — Dla mnie nie ma w tém nic a nic dziwnego.
 — Czyż ja się mogę kim zająć? Czy mógłbym się ożenić?
 — Mojem zdaniem powinieneś koniecznie.
 — A dlaczegoż ty za mąż wyjść nie chcesz?

 — Bo mi saméj lepiéj. Mam pracę, niezależność,