Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/354

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wiesz pan... ten najlepszy gatunek, co w nich o samych rabinach stoi?
— Znam.
— To dobrze... bo to co ja panu powiem powinno być pisane w takich książkach. Ja panu powiem wszystko jak było — jak cała prawda jest... niech oni to napiszą! Słuchajno pan dobrodziéj... Co się stało na starym kirkucie, a co ja panu chcę powiedziéć, to był wielki interes! to była taka rzecz, takie zdarzenie... no! — obaczysz pan. Przekonasz się pan co znaczy Rabin, jaka w nim jest moc, jaka siła jest!
— O którym-że Rabinie Berek chce mówić.
— O którym? Ja nie wiem jak on się nazywał i nawet powiem prawdę, nie potrzebuję to wiedziéć. On był rabin — dość na tém, a czy on był mały rabin, czy wielki rabin, to pan zaraz zobaczy! U nas powiadają o tém i dużo powiadają — a co u nas powiadają, to najprawdziwsza prawda jest. Pan widziałeś tę górę?
— Widziałem.
— I kościół także pan widziałeś?
— Naturalnie.
— Kościół stoi całkiem w dole. Pan mówiłeś do mnie, że to się panu pokazuje dziwne, a to wcale nie dziwne. Dawniéj na tém miejscu nie było ani góry, ani dołu.
— Cóż więc było?
— Zwyczajny mały pagórek, taki jak te, któ-