Strona:Klemens Junosza - Obrazki szare.djvu/349

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Jakże, Berku, — spytałem, — powiadasz że kirkut ma więcéj niż trzysta lat?
— Ha! ha! i wiele więcéj!
— Naprzykład?
— Ja nie wiem, ale on bardzo stary jest. On taki stary jak i sam Lublin, może nawet jeszcze starszy. Czy pan tam kiedy był?
— Nie.
— To pan nie widział jakie tam stare kamienie są?
— A Berek widział?
— I ja nie widziałem — ale ludzie gadają. Ludzie gadają, że tam już wszystkie pismo, co było na kamieniach wykute, wiatr wydmuchał i woda wymyła! Pomyśl pan sam wiele to trzeba było wiatru i wiele wody, żeby wytrzéć z kamienia pismo — a jakie pismo? Co wykute jest! Każda literka przynajmniéj na pół cala głęboko. Powiadają, że niektóre kamienie już tak w ziemię powłaziły, że mało ich co znać. Weź pan na delikatny rozum, wiele trzeba czasu żeby sam kamień w ziemię wlazł i żeby się w niéj schował — to nie bagatela jest!
— Na tym kirkucie zapewne wielu sławnych i uczonych żydów spoczywa?
— Aj! sławnych, uczonych, nabożnych rabinów, wielkich bogaczów moc! Cały kahał ich tam jest. Aj, aj, żebym ja miał jeden procent od tysiącznéj części téj zasługi co oni mają przed Panem Bogiem,