Strona:Klemens Junosza - Monologi.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ręce mają jak z żelaza. Pfe! Na co z nimi wojować? Ja zamknąłem oczy, zatkałem uszy, ja chciałem zaraz jechać dalej... Nie lubię patrzeć, jak kogo boli, nie lubię, jak kogo biją... Niech naszych wrogów biją... Chcę jechać, tymczasem chłopi nie puszczają...
— Boruch — powiadają, — zawracaj, będziesz świadek.
— Na co mam być świadek? Ja nic nie widziałem, mnie pilno na targ... Wiecie, że teraz noc: ja, Bogu dzięki, nie jestem sowa, żebym widział po nocy!
Chłopy wołają:
— Jak nie chcesz dobrowolnie, to pojedziesz gwałtem.
Ja mam taką naturę, że gwałtów nie lubię; zawróciłem dobrowolnie.
— Czekajcie-no, Boruch, włożymy wam na furę cielę...
Oni włożyli mi ładne cielę — skrępowanego szajgeca! Nie mogłem słuchać, jak on jęczał; mnie serce bolało, a on tak ciągle jęczał po żydowsku:
— Oj, oj, reb Boruch, mnie bardzo koło lewej kieszeni boli, mnie tam gniecie; wyjmijcie wy z kieszeni co jest i rzućcie w rów... żeby chłopy nie widzieli...