Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/82

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Państwo myślą, że Leoś poszedł do kuchni? Nie; on się obraził.
    — No, powiada, ojciec sobie żartuje z tego ptaka?
    — Żartuję!
    — To ojciec się nie zna na klasyczności.
    — Idź do licha ze swoją klasycznością! Ja lubię prawdę. Jakim sposobem może kto ożyć i odrosnąć z swojego popiołu?
    On się zaczął śmiać, Reginka także się śmiała i moja żona jak zobaczyła, że wszyscy się śmieją, też puściła w ruch swoje trzy podbródki i złapała się rękami za boki.
    Ja jeden nie śmiałem się, bo byłem bardzo zły.
    Jakto! ja pracuję głową, ja się męczę, ja chcę wymyśleć coś efektownego dla mego magazynu, śliczną firmę w wiedeńskim guście, a oni się śmieją? Więc krzyknąłem głośno, tupnąłem nogą i powiadam do Leosia:
    — Kiedyś taki mądry kawaler, to pokaż mi takiego ptaka.
    On się znów śmieje.
    — Nie mam co długo szukać, znaleźć go mogę u nas, w naszej familii, przy tym samym stole.
    — Gdzie jest ten Feniks?
    — Tate jest Feniks. Tate już dwa razy był spalony na popiół przy galanteryi, teraz się tate odrodził przy garderobie wiedeńskiej. Może nie prawda? Może wierzyciele nie dostali popiół za-