Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Dobrze jednak, że sobie poszedł, bardzo dobrze. Możemy się pożegnać i na dworcu, a obecność mężczyzny, gdy cztery kobiety wybierają się w podróż, jest nieznośna.
Szczególniej obecność mego męża; ten pan bowiem liczy kuferki, pakunki, walizki, pudelka, zawiniątka, tłómoczki, kosze, koszyki i zapytuje: ile ma zamówić dorożek pod rzeczy, które bierzemy, a ile pod te, których zapomnimy?
O panie! my mamy lepszą pamięć niż sobie wyobrażasz, a twoja złośliwość nie robi na mnie żadnego wrażenia. Na tym punkcie może najlepiej uwydatnia się wyższość kobiety nad mężczyzną!
Dziś wyjeżdżamy nareszcie z tej dusznej Warszawy, z murów rozpalonych od słońca, wyjeżdżamy dla wypoczynku, dla zdrowia, a najbardziej dla spokoju.
Ach, spokoju! Niczego tak gorąco nie pragnę. Warszawa męczy, szczególniej w tak zwanym letnim karnawale, który jest uciążliwszy od zimowego, gdyż odbywa się specyalnie na świeżem powietrzu i wymaga efektownych toalet spacerowych.
Koncerta, wycieczki, wyścigi... Mąż mówi nieraz: co cię obchodzą wyścigi, czy się znasz na koniach?
Bardzo przepraszam, kto ma trzy córki dorosłe, ten się zna na wszystkiem i wszystko go obchodzi. Gdyby były w modzie wyścigi żab lub