Strona:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu/103

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.





    ...Znaliście państwo zapewne Dziurdziulewicza Damazego? No, naturalnie z tych Dziurdziulewiczów, z Gołomłynia...
    Rodem kurki czubate, bo niedaleko jabłko pada od jabłoni. — Harde... żaden sobie, panie dzieju, w kaszę dmuchąć nie dał, każdy miniasty był, a chciał przyjmować u siebie, jak książę!... Zastaw się, paniedzieju, a postaw się; niech znają pana po cholewach!...
    Oczywiście mina była i cholewy były, ale że znowu jak bieda, to do żyda, więc się i Abrama po brodzie całowało... i mówiło się: Mój złociutki, mój taki, mój owaki...
    Jak zwał, tak zwał, byle co dał — ale że gdzie cienko, tam się rwie i że dzban dotąd wodę nosi, póki się ucho nie urwie, więc to tam z tem Gołomłyniem nietęgo i Dziurdziulewicz siedział na folwarczku, jak pies na płocie, a żydzisko łaził