Strona:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu/39

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    ściem jest dla mnie, że nas zrównało ze sobą, że usunęło z pomiędzy nas tę fatalną złotą przegrodę; dziś mogę przyjść do was śmiało, — bo wyście biedni i jam nie bogaty, — dopiero dorabiać się myślę własną pracą. Dziś mogę panu powiedziéć, że oddawna kocham pańską córkę i proszę pana abyś mi pozwolił starać się o jéj rękę.
    — Zacny jesteś chłopiec, — rzekł stary całując go w czoło, — ale czy zastanowiłeś się nad tém co powie na to twój ojciec?
    — Panie, ja ojca mego szanuję jako syn, ale mężczyzną jestem pełnoletnim i wolę swoję mam; w najgorszym nawet razie ojcowizny się zrzeknę, — ale serca swego krępować nie pozwolę...
    — A maszże ty jakie widoki na przyszłość?
    — Mam dwie zdrowe ręce, szczerą chęć do pracy, a zresztą nadzieja w Bogu.
    — Dobrze mówisz chłopcze. Zaczekajżeż tutaj, pójdę ja adwokatować za tobą do Mani, choć zdaje mi się, że nasza sprawa wygrana, bo o ilem mógł dostrzedz, już oddawna nie patrzyła krzywo na ciebie...
    I wszedł stary do domu, a Wincenty został na ganku, zatopiony w marzeniach, wsparł głowę na dłoniach i czekał.
    Niedługo zasłyszał szelest sukienki i uczuł w swéj dłoni drobną mięciuchną rączkę Mani.
    — Zdaje mi się panie, że rozumieliśmy się nic nie mówiąc do siebie.
    — O tak, już teraz nie potrzebuję pani usprawiedliwiać mojéj samotności owego wieczoru w borku, gdy pani nadeszła z całém towarzystwem.
    — Ja nie chciałam wówczas za wiele pytać, bo istotnie obawiałam się czy nie przeczuwam za dużo.
    — Za mało, powiedz pani raczéj.
    Nadszedł i ojciec i rozpoczęła się rozmowa, w któréj młody marzyciel rozwijał najpiękniejsze plany przyszłości, — mówił jak pracować, jak dorabiać się będzie...
    Ojciec słuchał, a uśmiech błądził mu na wargach, siwym pokrytych wąsem.
    Godziny zbiegały szybko.