Strona:Klemens Junosza - Historya o kilku emerytach i jednym fortepianie.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

bodą i humorem rozkosznego życia na śmieciach..
Ucztowali téż, ucztowali ci Heliogabale pierzaci: przekupka z przeciwka, rozsypała garść kaszy, była więc świetna biesiada.
Nie ulega wątpliwości, że kanarek zazdrościł im swobody i wesela, bo osowiał dziwnie i piórka najeżył.
Nie wesoło było za tém okienkiem podobno.
Czasem przychodził tam doktór, a częściéj handlarze z workami, aż nareszcie raz przyszedł chłopak od stolarza.
Na drugi dzień bardzo rano, w pustej uliczce rozległ się turkot jakiś dziwny, nie była to bowiem ani dorożka ani wóz, lecz karawan czarny podskakujący po bruku.
Na koźle siedział obywatel w trójgraniastym kapeluszu, z cygarem w ustach i nucąc półgłosem popędzał chudego konia karego.
Téj maści rumaki zapełniają stjnnie cmetarne.
— Stróżu, ej stróżu! — wołał karawaniarz zatrzymawszy żałobny rydwan przed domkiem.