Strona:Klemens Junosza - Historya o kilku emerytach i jednym fortepianie.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

śleliśmy o tém: chcemy ci dać pracę, ale poddasz się naszéj opiece.
Józia spojrzała na niego zdziwiona.
— Panowie mnie przychodzicie w pomoc? ani mnie znacie, ani widzieliście kiedy, zkądżeż więc ta wasza życzliwość?
— Oh, zkąd?! racya bardzo prosta: pani jesteś nasza blizka kuzynka, pani sierota i my sami na świecie, pani biedna i my biedni, otóż koleżeństwo położenia nas łączy. A powiedz sama, czy emeryt, starzec samotny nad grobem stojący, nie jest także sierotą, czy ma kogo coby mu w chorobie z pomocą przyszedł... w samotności pocieszył? Widzisz nas jest ośmiu takich, stwórzmy więc sobie rodzinę: ty będziesz naszą wnuczką, a my zostaniemy twemi dziadkami.
Tak delikatnie z ojcowską dobrocią tłómaczył Józi pan Inocenty swoje zamiary, aż wreszcie i rozpłakali się oboje na dobre.
Fortepianik przyniesiono na facya-