Strona:Klemens Junosza - Chłopski honor.djvu/25

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    centy ze łzami w oczach tej smutnej brata swego spowiedzi i zapytał:
    — Coż dalej, bracie, zamyślasz?
    — Albo ja wiem... życie moje krótkie, siły nie mam do niczego...
    — Ale majątek masz... Do woli twojej: czy w gruncie, budowli i dobytku czy w pieniądzach.
    — Pozwól mi tu zostać w Zagrodach, u ciebie: za kąt w izbie, za łyżkę strawy mogę dzieci twe uczyć, mogę lżejszej jakiej roboty podjąć się, a część moja niech dla twoich dzieci zostanie: mnie żyć nie długo... Zanim Wincenty odpowiedział, Piotr go za rękę ujął i ze łzami w oczach rzekł:
    — Słuchaj, Wicuś: jeszcze jedna prośba. Daruj mi jaką starą sukmanę: gardziłem nią niedawno, ale odtąd nie rozstanę się z nią. O, bracie, szukaliśmy oba honoru... ja w surducie go myślałem znaleźć, a ty w duszy własnej... Tyś lepszą drogę wybrał — bo istotnie tam honor się rodzi i tam mieszka.

    KONIEC.