Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom VI.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


obywatela prawego i dzielnego... a Wandzia uczciwego i przywiązanego męża.
Inaczej było sądzone...
Jednego dnia, tej pięknej, złotej jesieni, Wiktor czuł się daleko lepiej. Cały dzień prawie był na nogach, śmiał się, żartował z Julcią i z Wandą, przekomarzał z ciotką, a Mirkowiczowi opowiadał szczegółowo swoją rozmowę ze starym Szymonem, o różnicy dobrych ludzi od sprawiedliwych.
Tegoż dnia przyjechał młody Żarski, a że nie miał innych wizyt, więc został na wieczór i do późna zabawił...
Gdy się już wszyscy rozjechali i Żarski również się do drogi zabierał, Wiktor zatrzymał go jeszcze przes chwilę...
— Słuchaj, Jasiu, rzekł, mnie jest dziś zupełnie dobrze. Zdaje mi się, że to skutek twojej ostatniej recepty... Niech co chcą mówią pessymiści, ale ta wasza medycyna to jest prześliczna nauka! Ja dziś czuję się zupełnie — zupełnie dobrze...
Na drugi dzień z wieżycy parafialnege kościołka rozlegał się żałobny jęk dzwonu... a chłopi zdejmowali czapki i żegnali się, mówiąc:
— Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie,
Dziedzic Kalinówki już nie żył...
Pełen szlachetnych myśli marzyciel, spoczął na wieki na ustronnym wiejskim cmentarzu. Nad grobem jego świeciło jasne niebo, szumiała rozpłakana brzoza... świergotały ptaszęta...
Obok, długim szeregiem ciągnęły się mogiłki