Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu/130

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    teście samodzielni na jednych polach pracy, my na drugich.
    — Proszę pani — wtrącił Ludwik — są przecież kobiety, które bardzo chętnie chcą pracować na polach dotychczas przez nas zajmowanych. Już i w medycynie mamy koleżanki...
    — Podziwiam je... ale naśladować nie pragnę.
    — Nie nęci pani swoboda i samodzielność?
    — Gdybym była mężczyzną, marzyłabym może o tem, żeby dokonać czynów nadzwyczajnych, mogących na nowe tory pchnąć świat; ale ponieważ jestem kobietą, marzę o czem innem. Moim światem będzie mój dom. Prosta chłopka obrabiająca len i gotująca liche pożywienie dla rodziny, ale uczciwa i obowiązki pełniąca, według mego zdania, godna jest większego szacunku niż nie jedna sawantka, która i nauce wielkiego pożytku nie przyniesie i sama wykolei się z właściwego toru. Don Kichot z wąsami, pomimo naiwności swej, budzi sympatyę, ale Don Kichot w spódnicy, jak dla mnie jest szczytem komizmu.
    Powiedziała to z wielkiem ożywieniem i stanowczością.
    Ludwik rozśmiał się.
    — Muszę stanąć w obronie don Kichotów rodzaju żeńskiego — rzekł; bywają bowiem położenia wyjątkowe, są dziewczęta nie mogące liczyć na to, że w przyszłości będą miały dom i ognisko rodzinne; dla takich przynajmniej powinna mieć pani pewne względy...
    — Ja też o wyjątkach nie mówię; są one wszędzie, i jako wyjątki, do ogólnych norm nie zawsze mogą się sto-