Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mu samemu ręce się trzęsły mocno nawet, Dawid stracił cztery zęby na przodzie i przez to dmuchał w swój flet nie całkiem czysto, a mały Cliune Brumbas, jeszcze młody i bardzo do sztuki zapalony, lubił czasem nie bębnić gdzie trzeba, a natomiast bębnić gdzie wcale nie potrzeba... Czysty waryat! No — ale cóż robić — przecież takie znaczne miasto nie może być bez orkiestry, a skoro tak jest — to dlaczego ma zarabiać jakaś nowa orkiestra, a nie stara i zasłużona?
Zdarzyło się jednego razu, że do miasteczka przyjechał jakiś żydek na biedce, stanął na rynku i zaczął dopytywać się o muzykantów. Wnet otoczyła go cała gromada.
— No, na co tobie muzykanci? Jaki masz do muzykantów interes?... Co od nich potrzebujesz? zkąd jesteś?
Pokazało się, że żydek jest z miasteczka odległego aż o trzy mile drogi, że przyjechał naumyślnie wysłany przez rebe Borucha, najpierwszego bogacza, który wydaje właśnie córkę za mąż, a wiedząc o sławnej orkiestrze Judki Milcha, pragnie ją mieć na swej uroczystości rodzinnej. Bądź co bądź, jest to i dla orkiestry i dla miasta honor niemały. Boruch pieniędzy żałować nie będzie, muzykanci mogą żądać choćby dziesięć rubli, a on im bez żadnego targu pięć urwie a pięć wypłaci i zwróci wszystkie koszta podróży na piechotę, i tam i z powrotem, a prócz tego da poczęstunek wspaniały, jak na weselu.
Judka zgodził się bez wahania i po południu wszyscy członkowie orkiestry, ubrani odświętnie, nio-