Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak z kapoty daje się sporządzić surdut, a z kamizelki czapka, tak z tego marsza dawały się zrobić polka i galopada. Dość było aby Judka krzyknął na swoich towarzyszów: „polka-marsz“!.. to husyci skakali bez upamiętania, rozbijali buty na kawałki, podłogi na drzazgi, a małżonki, matki i córki tych tancerzy uderzały się rękami po biodrach, klaskały w dłonie, pokładały się ze śmiechu. Robiła się szalona wesołość; nie radość, ale siedm razy radość — nie wesele, ale dziewięć razy wesele!... a kto umiał zrobić taką radość? — Judka Milch. Gzem ją potrafił wywołać? kombinowaną „polką — marsz“. Oprócz żydowskiego! miał jeszcze Judka dwa repertuary: całkiem pański, dla propinatorów, ekonomów, drobnej szlachty — i chłopski, dużo tańszy, dla prostego narodu. W pańskim figurowało coś nakształt kontredansa, dwa walczyki „paryzkie“, czerwony mazur, biały mazur, oraz polka trzęsąca — w chłopskim był tylko jeden oberek, który Judka umiał grywać nawet przez sen... Przy wykonywaniu tego utworu mogli się też cokolwiek zdrzemnąć i Dawid i Anszel — byleby tylko mały Chune regularnie walił pięścią w tamburyn, to chłopi tak skakali „jak rozbrykane woły“... a przyśpiewywali, aż było w trzeciej wsi słychać.
Artyści mieszkali w małem miasteczku i trudnili się czem który mógł... Sam Judka był niby krawiec, czasem załatał jakiemu żydowi kapotę, czasem stworzył oryginalne dzieło z nankinu, czasem zdarzało mu się przerabiać stare futra, i po tych czynnościach miał nawet pamiątkę. Posiadał wspaniały kaftan zimowy