Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


del, bogatego Icka zięć, ten sam, który za poprzedniego złego burmistrza utracił parę swoich, jak złoto ślicznych pejsów.
On najwięcej przeklinał burmistrza złego i jemu też dano było skosztować, jaki ma smak burmistrz dobry!...
Zdaje się, że nie potrzebuję zapewniać czytelnika, że Mendel miał żonę, bo gdybym nawet zapewniał, że jej nie miał, toby nikt nie chciał wierzyć, że nabożny żyd z Kurzychłapek mógł żyć na tym świecie bez żony. Miał, i to nie byle jaką żonę, bo bogatego Berka córkę, kobietę nie bardzo ładną i nie bardzo brzydką, ale w samą miarę ciekawą i gadatliwą, jak wszystkie żydówki w Kurzychłapkach. Z tej żony, która nosiła piękne imię Ghany, miał Mendel córeczkę, tylko jedną jedyną córeczkę Małkę, ładniejszą od matki i dużo od niej ciekawszą.
To było lube dziecko! Kawałek pięknej pociechy!
Nie darmo Boruch Bajgel przypuszczał, że przed przyjs’ciem Małki na świat Mendlowa musiała nastąpić na kawałek obciętego paznokcia, albo też że zobaczyła niespodziewanie czarnego kota i zlękła się mocno — dość, że Małka rosła na takie ziółko piękne, jakiego oby żydowskie oko nigdy nie widziało!
Zły duch wiedział dobrze co robi, gdy sobie taką wspólniczkę dobierał.
Małka miała już, na nieszczęście ludzkie, całe dwanaście lat, kiedy dzięki denuncyacyi zły burmistrz wyjechał z Kurzychłapek, a na jego miejsce nastał burmistrz dobry.