Strona:Klemens Junosza-Wybór pism Tom II.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


lub odrzucić szczęście... boć przyzna mama, że taka partya to szczęście.
— Zapewne.
— Stasia, jak Stasia — rzekł pan inżynier — młoda, niedoświadczona, prawie dziecko, zresztą pod wpływem braciszka; ale mama rozumie o co idzie.
— No tak, zapewne... starać się będę wszelkiemi sposobami żeby ją przekonać.
— Ja też liczę na to w zupełności i jestem pewny pomyślnego skutku zabiegów.
Radczyni westchnęła.
— Właśnie teraz, jak Stasia powróci, znajdzie mama doskonałą sposobność do pomówienia z nią, ja, żeby nie przeszkadzać, wychodzę.
— Prędko wrócisz?
— Nie wiem, prawdopodobnie jednak wrócę późno. Wstąpię do klubu, gdyż chciałbym się przekonać czy nie kursują jakie niepotrzebne plotki.
— Tak, masz słuszność, w klubie najprędzej mogliby coś wiedzieć.
— Jeszcze jedno, gdyby Stasia nie dała się odrazu przekonać, to niech mama wezwie na pomoc moją żonę.
— Janinkę?
— Tak, ona poprze argumenta mamy.
— Niewiele mam wiary w jej wymowę.
— Zdaje się mamie, potrafi ona być bardzo elokwentną w potrzebie, mówię to z własnego doświadczenia. Naturalnie na mamę więcej liczę aniżeli na nią, ale zawsze może panie we dwie, wspólnemi siłami,