Strona:Klemens Junosza-Pająki.pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Służba patrzyła na ten rabunek przez szpary, gdyż miała polecone tylko pilnowanie naczyń.
— Niech go dyabli wezmą — rzekł dziadzio — nie ma o czem mówić, on także potrzebuje żyć.
I pani Hapergeld i pani Lufterman były bardzo ciekawe, dlaczego dziadek funduje dorożkę i to przy nocnym kursie i dlaczego koniecznie chce sam odwieźć do domu państwa młodych; napraszały się też obie, aby i one mogły państwa młodych odprowadzić, ale dziadzio Gancpomader oparł się i oświadczył wręcz, że tej przyjemności nie chce z nikim dzielić.
— Dajcie pokój, kobiety — rzekł p. Lufterman — dziadek tak chce; niech będzie, jak chce.
— Niech będzie, jak chce — potwierdził ojciec Lejbusia.
— No, no, niech sobie będzie — dodała pani Lufterman z gniewem — niech go dyabli wezmą, skoro ma takie waryackie fanaberye.
Lejbuś pożegnał się z rodzicami, wziął półosma rubla na życie na pierwszy tydzień od ojca, drugie półosma rubla od teścia, obejrzał uważnie, czy mu czasem nie dali fałszywej dziesiątki i w towarzystwie dziadka i żony udał się na nowe mieszkanie.