Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nad ciemnotą i ograniczonością mojego umysłu.
— Proszę pana, rzekł, o czem tu gadać, to nie jest taki interes, żeby go pan mógł kiedykolwiek zrozumieć... Na to potrzeba całkiem innej głowy...
Iluż jest nędzarzy, sprzedających ostatnie łachmany z grzbietu, aby zanieść ofiarę „cadykowi“. I nietylko nędzarze, ale i bogatsi żydzi, otarci nawet w stosunkach z ludźmi wykształconymi, nie są wolni od uczucia bałwochwalczej czci dla „cadyka“. Na święta porzucają rodziny swoje i jadą tysiącami do niego.
Jako wymowną illustracyę tych wędrówek, przytoczę fakt współczesny, bardzo charakterystyczny.
Administracya żeglugi parowej na Wiśle, w sprawozdaniu swojem powiada, że ruch pasażerski pomiędzy Warszawą a Płockiem zmniejszył się. W roku 1888 przejechało tę linię 22,324 osób mniej, aniżeli w r. 1887. Zmniejszenie się liczby podróżnych pomiędzy Warszawą a Płockiem tłómaczy się tem, iż w Gostyninie umarł sławny rabin („cadyk“), do którego jeszcze w 1887 roku tysiące współwyznawców jeździło Wisłą (do Tokar, zkąd bardzo blizko do Gostynina).