Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czystszą fikcyą — i tu dopiero, w całej jaskrawości, odsłania się genialna zdziercza polityka małego świata. Żyd nie wypłaca podatku pieniędzmi, lecz wódką. Nie dość na tem, wódki tej nie wydaje włościaninowi jednorazowo, lecz częściowo, biorąc od niego 5 do 10 kop. mniej za każde wypicie, aż do całkowitej amortyzacyi rubla. Włościanin, wiedząc, że mu żyd winien, częściej chodzi do karczmy i więcej pije. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę, że cena wódki w karczmie co najmniej o 50% jest wyższa od normy (domieszka wody i zła miara) — i dalej, że chłop pijący „za podatek“ pije więcej, niż piłby w innych warunkach, to okaże się, że żyd nietylko nie płaci wiosce owych 40 rs., lecz za pomocą fikcyi ściąga z niej znaczniejsze zyski. Tak więc cały mechanizm ochronny, który może śmiało uchodzić za objaw genialnej polityki nawet na wielkim świecie — spada całym ciężarem na wioskę.
Jest to zaledwie szkielet tej kunsztownej budowy, jaką wznosi żyd, coraz szerzej i mocniej, rozrzucając na wieś swoje sieci.
Bezwątpienia, wódka jest główną jego siłą i większa część zysków dostaje mu się z szynkowania.