Strona:Klemens Junosza-Kłusownik.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   6   —

bo wilk, gdy głodny, to i swego stryjecznego brata się czepi.
Gajowy Koguciński, który pod samym lasem mieszkał, a na zwierza był bardzo zawzięty, wypatrywał dobrze wszelkie ślady i ścieżniki w lesie, znał dróżki, któremi zwierzyna chodzi, zastawiał żelaza, trutki kładł, ze strzelbą się nocami zaczajał i nie jednego szkodnika uśmiercił, to też miał w komorze coś siedm skór lisich i parę kunich, i obiecywał sobie, że jeszcze to bogactwo powiększy.
Miał już i kupca na ten towar, bo ile razy w miasteczku był, tyle razy Abram Pinkt zaczynał z nim rozmowę w tym przedmiocie. Byliby już dawno skończyli targ, ale Koguciński drożył się, a Abram znów za bezcen chciał kupić; nawet przemówili się kilkakrotnie z tego powodu. Abram za wygrane nie dawał, wiedział, że skórki prędzej czy później nabędzie, bo kupowanie skórek było jego specyalnością, i nikt mu w tem nie przeszkadzał, konkurencyi nie robił i targu nie psuł.
Mając dość wolnego czasu, Abram zastanawiał się głęboko nad istotą handlu skórami i nad misternem urządzeniem tego całego interesu. Trochę skombinowany on jest, ale czysty jak kryształ i uczciwy. Dlaczego nie miałby być uczciwy? Powia-