Strona:Kazimierz Tetmajer - W czas wojny.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I czuł się pan Kopciuszyński rzeczywiście nieszczęśliwy — bo jeżeli tu, gdzie wszyscy leżeli równo na brzuchach[1], on jeszcze potrafił być niżej od innych, to już nic dlań w życiu nie pozostawało...
Ale swoją drogą cóż za różnica między kolegami nowymi a dawnymi! Gdy raz na patroli obskoczyło pana Kopciuszyńskiego pięciu Moskali i do niewoli go brali, usłyszał on nagle z krzaków: Łapaj! Pan Kapciuszkiewicz ucieka! — a w mig potem dwie kolby runęły koło jego głowy, w jeszcze jeden mig on był wolny, trzech Moskali nieżywych na ziemi, dwaj zmykali w gęstwinę, a na ziemi leżał kapral, jeden z największych na pana Kopciuszyńskiego cholerników, i stękał: Psiakrew! Żeby też za taką kapcygę w jelita dostać... Żeby pana jedenaście Miechowianek razem kolanami ścisło!... A zdróweś pan?
I zdarzyło się, że pan Kopciuszyński stał na dalekim posterunku, w zaroślach. Coś się stało niespodzianego. Nagle huknęły strzały, zawrzało w tyle opodal, snadź ruszył ze stanowiska nagle oddział pana Kopciuszyńskiego, on zaś pozostał w zaroślach sam, z tym dodatkiem, że mu przestrzelono piersi.

Ukląkł więc pan Kopciuszyński naprzód na jedno kolano, potem na drugie, oparł się na

  1. Pan Kopciuszyński widocznie wojował zaraz w początkach wojny 1914 roku.