Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Melancholia.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i czar, iż najlepsi mężowie za pieśń twą zniosąć złoto i purpurę i będziesz im, jak żóraw, który stadu przewodzi, a najpiękniejsze kobiety ofiarują ci swe dusze różowe i ciała białe i wonne. Uczynięć możnym, bogatym i szczęśliwym.
Ale poeta, potrząsnąwszy głową, odrzekł:
— Ojcze bogów i ludzi, nagroda twa i skarby twoje nad zasługę śmiertelnych, godne twej nieśmiertelnej i wszechwładnej ręki — mnie ich jednak nie trzeba. Jam już bogaty, możny i szczęśliwy.
Zdumiał się olimpijczyk.
— Jakże to? — spytał. — Na barkach twoich, o poeto, widzę płaszcz zakurzony i kurz widzę z dróg ciężkich i trudzących na nogach twoich, a w ręku twych wędrowny kij. Smutek worał się bruzdami w twe czoło, w ustach twych mieszka gorycz i żal, a witałżeś kiedy złoty wóz Heliosa uśmiechem? Bez domu jesteś, jak ptak, któremu spłonęło gniazdo, samotny jesteś, jak górski głóg na skale — jakżeś to możny, bogaty i szczęśliwy? Cóż ty masz?
Ów zaś odparł:
— Jedno kobiece serce, które mnie słucha.
Uśmiechnął się ojciec bogów i ludzi, i kładąc promienistą dłoń na ramieniu poety, powiedział: