Strona:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Erotyki.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ELEGIA NA WIOLONCZELLĘ.
 P 


rzychodzę na mogiłę — po latach, zdaleka —
nikt mnie już nie powitał, nikt na mnie nie czeka,
wkoło wszystko jest martwe,

Tam cicho pod ziemią
martwe, napółspróchniałe ciche kości drzemią
tej jednej, co mnie może naprawdę kochała,
kiedyś, dawno — — zostało tylko puste imię.
Cóż się stało z jej duszy? Cóż się stało z ciała?...
Pamiętasz? Ten szczyt w lesie — te płomyki w dymie
juhaskiego ogniska błyskające sino — —
pamiętasz? Czy i wszystkie myśli ludzkie giną?

Jak dawno... Jakże wszystko, wszystko mam za sobą...
Jestże prawdą, żeś była, że mówiłem z tobą?
Jestże prawdą, że niegdyś, bez słowa wyznania,
mieliśmy młode serca przepełne kochania,