Strona:Kazimierz Brodziński - Wiesław i pieśni rolników.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.


Wymyślnym tańcom i przecudnym strojom;
Wreszcie i w tany sunąć nie zaszkodzi,
Bo choć strudzeni, widzę żeście młodzi.»
Na to Halina przystępuje młoda,
W całém weselu najpierwsza uroda;
Wstydzi się, wstydzi, jednak przy nim staje,
Ciasto z koszyka i owoc podaje:
«Obcy wędrowcze! jużci przyjąć trzeba
Naszych owoców i naszego chleba!»
A przytem uśmiech jakowyś uroczy,
Zwrócił na siebie wędrownika oczy;
I zwrócił tyle że odtąd jedynie,
Okiem i duszę został przy Halinie.
Wchodzi do izby na wesołe tany,
Z kubkiem od drużbów Wiesław powitany;
Potem starosta, zarządca wesela
W te słowa drużbom porady udziéla:
«Jużci pierwszeństwo zostawcie obcemu,
Niech idzie w tany, niech też po swojemu
Skrzypkom zanuci, dziewoje wybierze:
Bo z obcym trzeba uczciwie i szczerze.»
I wybrał druchnę, któréj wdzięk uroczy
Zwrócił na siebie wędrownika oczy,
Naprzód wychodzi, przed muzyką staje,
Halina w pląsach mu podaje;
Za nim się w koło młodzieńcy zebrali,
Nucą i biją w po ki ze stali;
Wiesław się za pa ął ręką prawą,
Zagasił wszystkich poważną postawą,
W skrzypce i h sypnął grosza hojnie,
Ojcom za stołem skłonił się przystojnie.
Halina pląsa z miną uroczystą,
Oburącz szatę ująwszy kwiecistą,
On tupnął, głowę nachylił ku ziemi
I zaczął nucić słowy takowemi:
«Niechże ja lepiej nie żyję,
Dziewczę! skarby moje!
Jeśli kiedy oczka czyje
Milsze mi nad twoje.