Strona:Kazimierz Bartoszewicz - Słownik prawdy i zdrowego rozsądku.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
140

Zięć, indywiduum nieznane, dla którego rodzice przez lat 20 i więcej wychowują swe córki, karmią je, poją, kształcą, ubierają, uczą języka francuskiego i gry na fortepianie, oszczędzają się wreszcie, aby mieć dla nich na wyprawę i złożyć im posag. Indywiduum to tymczasem żyje, pije, łobuzuje się i czeka, aż panna dorośnie. Wtedy się zjawia i spożywa owoc pracy rodzicielskiej.
Zjazd, środek do przyjemnego zabawienia się techników, prawników, lekarzy, historyków i t. d. Idzie o wspólne obiady, wycieczki, o sposobność do „trąbki“, do poflirtowania, do wzajemnej admiracji i t. d. Dla przyzwoitości układa się mądry program, bywają odczyty, dyskusje. Główny pożytek z tych zjazdów bywa dla hotelarzy i restauratorów.
Złodziej. Już Rej pisał:

Małe złodziejki wieszacie,
Wielkim się nisko kłaniacie.

Złoto pan panów, władca świata. Metal najszlachetniejszy, pozostający zazwyczaj w najnieszlachetniejszych rękach. „Kto chce mieć złoto, niech wlezie w błoto“. — „Rozum i cnota, nie widzą złota“.
Związki chemiczne mają daleko więcej sensu, niż związki małżeńskie.

Ż.

Żak v. pauper. Byli to dawniej biedni chłopcy, kształcący się w szkołach o żebranym chlebie. Dziś typ ten zaginął, ale są żacy w sztuce, w literaturze i t. d. Poznać ich można po ogromnej zarozumiałości i rzucaniu się na starszych. Żak piszący nie różni się niczem