Strona:Karol du Prel - Zagadka człowieka.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Nie potrzeba tej sytuacyi malować w dalszym ciągu, ani zastanawiać się nad tem — podobne doświadczenia były już wykonane — czy hypnotyczne opróżnienie mózgu może posuwać się do tego stopnia, że przebudzenie ze snu równa się nowonarodzeniu. Pomimo to jednak nie mówiłem o rzeczach zupełnie urojonych: wyspa, o której mowa, nazywa się ziemią; oblewający ją ocean nazywa się przestrzenią świata, istoty spotykane na wyspie zowią się ludźmi, a robinsonada długotrwała, którą wykonywają, to historya cywilizacyi.
Istotnie, gdy z pewnym rozmysłem zastanowimy się nad naszem stanowiskiem na ziemi, to porównanie z owymi wyspiarzami będzie trafne we wszystkich punktach, z wyjątkiem jednego: budzimy się nie jako istoty dojrzale, z wyrobioną świadomością, lecz ze świadomością nierozwiniętą, jako istoty bezbronne. Ponieważ jest to jedyna różnica, to może ona leżeć w tym jednym punkcie, że zachowujemy się zupełnie inaczej, niż owi wyspiarze. Oni budzą się jako filozofowie głęboko zadumani; filozofem bowiem jest ten, kto podziwia swój byt własny i byt świata. My przeciwnie w biegu dzieciństwa tak przywykamy do widoku rzeczy i naszego własnego istnienia, iż nie dziwi nas to zupełnie i wydaje się nam rzeczą zrozumiałą samą przez się. Gdy nasza świadomość dojdzie do dojrzałości, staje się niezdolną do podziwu wskutek przytępiającego działania nawyknienia, i tak przechodzimy przez życie pośród zatrudnień praktycznych. Wprawdzie niekiedy przychodzi na myśl niepojętość naszego stanowiska, a dwie zagadki — człowiek i świat — przez założycieli religii i filozofów były objaśniane, jako przedmioty godne zastanowienia, nawet najważniejsze, jakimi się może zająć ludzkość, lecz ich usiłowania, aby zmusić nas do zastanowienia, nie wywar-