Strona:Karol May - Zwycięzcy.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


∗             ∗

Drogę naszą do Bagdadu mogę przemilczeć: nie przyniosła nam nic ciekawego. Ale kiedy rozstaliśmy się z Amuhdem Mahulim, który musiał się udać do paszy, i stanęliśmy przed naszą gościnną bramą, słysząc z za muru wlokącego się powoli starego bimbasziego, rzekł Halef:
— Teraz dopiero rozpoczną się okrzyki zdumienia! Pozwól mnie mówić, mnie, mnie, mnie, a ty milcz, o sihdi! Proszę cię o to serdecznie, bardzo serdecznie!
Ukazał się śpiczasty nos i stara, blada, ale ukochana twarz:
— To my, my! — oznajmił Hadżi.
Niezrozumiałe dla mnie wyrażony okrzyk radości wydobył się z pomiędzy cienkich bezkrwistych warg; poczem rozwarła się brama. Halef natychmiast podjechał aż do samych drzwi domu, zsiadł z konia, odwiązał pakunek pieniędzy, z siodła i zawołał:

100