Strona:Karol May - Zmierzch cesarza.djvu/134

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    prosić, ze się zjawia o tak późnej porze, lecz Juarez przerwał radosnym okrzykiem:
    — Nareszcie! Oddawna czekałem na was z wielką niecierpliwością.
    — Nie mogliśmy przybyć wcześniej, sennor. Musieliśmy czekać na towarzystwo z hacjendy. Tymczasem Józefa Cortejo zachorowała. Niepodobna jej było w pierwszej chwili transportować do miasta. Wiadomo panu zapewne, że podczas pobytu w hacjendzie jeden z vaquerów poturbował ją dotkliwie, mszcząc się za krzywdy Arbelleza. Odniosła liczne obrażenia, które zupełnie błędnie leczono. Skutki objawiły się w Santa Jaga w postaci silnego zapalenia, które z trudnością opanowałem.
    — Ale teraz jest zdrowa?
    — Nie. Wyzdrowieć nie może. Musiałem użyć najrozmaitszych sztucznych środków, aby ją tutaj sprowadzić. Mimo wszystko odczuwa niesłychane bóle. Jęczy i stęka bez przerwy. Skoro środki moje przestaną działać, umrze.
    Juarez skinął lekko głową.
    — Bóg sam ją ukarał, zanim jeszcze otworzyły się księgi praw. Nie ulega wątpliwości, że istnieje ni świecie sprawiedliwość, działająca pewniej od naszej. Czy pan przesłuchał jeńców, sennor Sternau? Wyznali co?
    — Niestety. Nic.
    — Spodziewałem się tego. Zbrodniarze ci są tak zakamieniali, że nie można się po nich spodziewać szczerego wyznania. Dobrze, żeśmy swego czasu prze-

    132